Kilka słów od autorki
Jest tu jeszcze ktoś?

Bardzo mi miło, że otrzymałam swój pierwszy komentarz od Sabishii za co bardzo dziękuje (należy Ci się zapas melonowego chlebka *3*). Równocześnie bardzo przepraszam, że nie wrzucam tu żadnych notek, niestety jestem małym leniwym paskudnikiem i bywam kapryśna (szczególnie jeśli chodzi o jakąkolwiek formę pracy), ale
~Bye, bye.
Zamaskowany mężczyzna prowadził ją przez korytarze budynku oddziału. Nie odzywał się słowem. W końcu stanął przed jakimiś drzwiami.
-To twój nowy pokój, możesz teraz się tam rozgościć. Wyjdź kiedy będziesz gotowa.
Mao przesunęła ostrożnie białą deskę i weszła do małego, ale przytulnego pomieszczenia ze sporym łóżkiem, drewnianą, jasną szafą na ubrania, oraz biurkiem. Przeciągnęła wzrokiem po ścianach wszystkie były schludne, szare, bez zacieków. Nad łóżkiem było spore okno z szerokim wewnętrznym parapetem, a na samym posłaniu leżała ciemna, perfekcyjnie złożona w kąt pościel. Gdzieś w rogu czaiły się kolejne drzwi, te skrywały łazienkę. Weszła do środka, oblała twarz zimną wodą i rozejrzała się po pomieszczeniu. Zielone, jasne płytki, narożny prysznic, ręczniki wiszące na haczykach no i oczywiście toaleta. Dopiero teraz spojrzała na lustro, na swoje odbicie. Wielkie złote oczy, drobny nos, małe usteczka i fioletowe włosy opadające kaskadami na jej ramiona, a sięgające kostek, z niesforną, postrzępioną grzywką przysłaniającą lekko lewe oko. Spojrzała w dół na swoje ubranie, dalej miała na sobie tę okropną białą, szpitalną koszulę. Podeszła do szafy i otworzyła ją w nadziei, że coś tam znajdzie. Nie myliła się, siedem takich samych kimon. Krótkich, sięgających może połowy jej uda. Górna część była biała, a dolna czerwona, do tego dołączone były czarne, kryjące bokserki, które były jednak krótsze od kimona, chyba po to, żeby nie świeciła zbytnią golizną. Ubrała na siebie przygotowany strój jednak bez sandałów, które wydały jej się zbyt głośne i ograniczające ruchy do normalnego funkcjonowania. Wyszła więc w biało-czerwonym stroju z godłem akademii Shino na piersi i obandażowanych dalej nogach, bez obuwia.
-Jesteś gotowa? – zapytał czekający na nią na zewnątrz oficer.
-Tak. – Przystanęła obok niego, zmierzył jej strój wzrokiem, nie skomentował jednak braku butów i zaczął iść w stronę wyjścia z baraków. W pewnym momencie zatrzymał się i złapał Mao w pasie, tak że zwisała. Świat zaczął przesuwać się ekstremalnie szybko, zamknęła oczy, robiło jej się niedobrze. Zamaskowany postawił ją na ziemi przed gigantycznym budynkiem, rzucił coś o pojawieniu się tu po zakończeniu zajęć i zniknął. Dziewczyna pewnie przekroczyła próg akademii, by dowiedzieć się o przykrym fakcie – wszyscy byli tutaj od niej wyżsi lub starsi i patrzyli na nią z nienormalnym zaciekawieniem, a nawet wytykali placami. Fioletowowłosa wypatrzyła w tłumie kogoś, kto nie był ubrany w podobny do niej uniform. Mężczyzna w średnim wieku o długich białych włosach, miał na sobie płaszcz Soifon-samy, tyle że z innym numerem na plecach – trzynastką. Dziewczyna podeszła do niego.
-Oh, witam. – uśmiechnął się szeroko – Zgubiłaś się? Chcesz dołączyć do akademii?
-Właściwie, nie wiem co mam tu robić.
-Jesteś pierwszy raz? Idź do tamtych drzwi, sprawdzą czy masz szansę na zostanie shinigami.
-Dziękuję.Krótko ścięta blondynka o niebieskich oczach podbiegła zziajana do białowłosego.
-Ukitake Taichou, co pan tu robi? My mieliśmy tu przyjść na zastępstwo.
-Znam cię... Kotetsu. – Mao przyglądała się ze zmrużonymi oczami nowo przybyłej dziewczynie, patrzącej na nią ze zdziwieniem. Trwała tak chwilę po czym poszła w stronę wskazanych przez Ukitake drzwi, zostawiając zdziwioną dwójkę za sobą. Otworzyła je i weszła do słabo oświetlonego pomieszczenia.
-Proszę przejść na środek pomieszczenia. – rozległ się głos, nie mogła do końca określić skąd. Rozejrzała się i dojrzała w rogach głośniki.
-Czemu mówicie do mnie z głośników? – zdziwiła się, ale przeszła na metalową platformę.
-...nie powinna dojrzeć głośników.. – usłyszała zduszony szept – Ekhm.. proszę przygotować się do testu. Odczujesz porażenie prądem w nogach, nie będzie zbyt mocne, ma ono sprawdzić poziom twojego reiatsu. Jesteś gotowa?
-Haai.
Lekki ból rozszedł się po jej ciele, nie mogła się ruszyć. Jej włosy znów zaczęły unosić się w powietrzu, a pomieszczenie stało się nienaturalnie ciemne, usłyszała dźwięk tłuczonego szkła. To żarówka. - pomyślała.
-Cholera wyłącz to.. – usłyszała nerwowy krzyk z głośnika i w końcu przestała odczuwać niemiłe uczucie świerzbienia całego ciała. Ciężkie oddechy osób z głośnika dobiegły jej uszu, ktoś otworzył z hukiem drzwi pozwalając wlać się do środka jasnemu światłu, które zmusiło dziewczynę ponownie do zmrużenia oczu, o wiele bardziej lubiła ciemność. To był ten sam białowłosy mężczyzna co wcześniej, a obok niego stała ta-druga-Kotetsu.
-Nikomu nic nie jest? Kto wywarł tę presję? Większość uczniów padła nagle na ziemie w szoku.
- To ten mały potwór. – poinformował głos z głośników a wzrok dwójki shinigami skierował się na fioletowowłosą, która tylko wzruszyła ramionami mówiąc tym „nie moja wina”. Białowłosy podszedł do niej z uśmiechem na ustach.
-Trafisz do klasy z przyspieszonym tokiem nauki, wytworzyć takie reiatsu..
-Co to jest reiatsu? – zapytała całkiem poważnie, na co dwójka odpowiedziała jej śmiechem jakby opowiadała najzabawniejszy żart na świecie, po chwili spoważnieli i spojrzeli po sobie.
-Wszystkiego dowiesz się na lekcjach. Więc jak ci na imię?
-Mao Feng, kapitanie.
-Feng?! – krzyknęła zszokowana ta-druga-Kotetsu, kapitan też spojrzał na nią zaskoczony.
-Soifon – sama, wysłała mnie tu żebym nauczyła się być shinigami, chociaż nie do końca wiem kim oni są, ale pewnie będę się zajmować śmiercią. – poprawiła miecz przy pasie.
-Mao.. – podjął Kapitan – my wszyscy jesteśmy duszami, a shinigami są strażnikami dusz, zapewniamy im bezpieczne przejście pilnujemy porządku w światach. –uśmiechnął się ciepło, dziewczynka przysłuchiwała się temu z zaciekawieniem.
-A reiatsu, co to jest?
-Myślę, że szczegóły wyjaśnią ci już na lekcjach. Ważne, żebyś wiedziała kim zostaniesz, gdy skończysz tę szkołę. Teraz, leć na zajęcia moi ludzie na pewno doprowadzili już wszystkich do normalności. Idź przed siebie, powinnaś dotrzeć do klasy, gdzie będzie czekał ktoś ubrany w haori takie jak moje. No już, nie spóźnij się. – pchnął ją lekko, a ona posłusznie zaczęła biec do klasy. Kiedy była już daleko kapitan spojrzał z zaniepokojeniem na swoją podwładną.
– Musimy dowiedzieć się o niej nieco więcej.
Mao weszła do klasy, w której siedziała już dwójka uczniów. Wyglądali na pozór tak samo, obaj o zielonych oczach, tak samo ściętych, kręconych blond włosach z niesfornym kosmykiem opadającym na prawe oko. Mięli też znamię pod prawym okiem, w kształcie półksiężyca. Jednak fioletowowłosa zdawała się widzieć w nich jakąś różnice, ten po prawej wydawał jej się... Rozmyślania przerwało przeciągłe ziewnięcie. W oknie siedział mężczyzna w słomianym kapeluszu, o brązowych długich włosach, lekkim zaroście. Na strój kapitana narzucony miał różowy płaszcz w czerwone kwiaty, a w ręce trzymał sake.
-Będę waszym nauczycielem na zastępstwie. – głos miał chrypliwy, ale przyjemny dla ucha – Jestem Shunsui Kyoraku, kapitan 8 oddziału. Zwracajcie się do mnie jak wam odpowiada. Teraz.. jak się nazywacie?
Blondyn po prawej odezwał się pierwszy.
-Jestem Kichirou, a to mój brat Hideyoshi. – powiedział zadziornym głosem
-Świetnie... a ty mała?
-Mao Feng.
-Mao-chan, czyżbyś była spokrewniona z kaptan Soifon?
-Nie, po prostu tak mnie nazwała. – na twarzy mężczyzny pojawiło się zdziwienie, które jednak szybko zostało zastąpione uśmiechem.
-No nic, później z nią o tym porozmawiam. Chyba powinniśmy zacząć lekcje, tylko hm.. może, może od podstaw? – zapytał sam siebie i upił łyk sake – Więc... wiecie kim są shinigami, a czy wiecie czym jest reiatsu? Poddano was próbie, prawda? Te okropne wynalazki Kurotsuchiego.. – dziewczynę mimowolnie przeszedł dreszcz na wspomnienie o twarzy kapitana dwunastego oddziału, splamionej w jej krwi – W każdym razie, reiatsu jest energią duchową, a wy tutaj macie najwyższą energię pośród pierwszorocznych, niektórzy z tego co poczułem wyższą od innych. Jest kilka istot, które mogą manipulować reiatsu: shinigami, quincy i arrancarzy. Jeżeli nauczycie się odpowiednio je kontrolować będziecie w stanie sparaliżować przeciwnika, dokonać zniszczeń przez samo uwolnienie energii lub co chyba najważniejsze ukryć ją. Energia każdej duszy ma inny kolor, nie zależy to od siły, a od osobowości. Teraz, czy któreś z was potrafi uwolnić reiatsu? – Hideyoshi podniósł dłoń w górę z lekkim zażenowaniem. – Nie ma się co wstydzić, może pokażesz nam swój kolor? –skinął głową.Jego blond włosy podniosły się lekko, jakby bujane na wietrze, nie szalały tak jak jej fioletowa czupryna. Powietrze wokół niego zabarwiło się na biało i zaczęło falować.-Dobrze, wystarczy. Teraz wy spróbujcie. Wyobraźcie sobie ogień wewnątrz was, jego kolor i postarajcie się pozwolić mu rozrosnąć się, ogarnąć wasze ciało.
-Dasz radę bracie.
Mao starała się zobaczyć ogień o którym mówił Shunsui. W końcu po kilku minutach bezczynnego stania z zamkniętymi oczami i ściągniętymi w koncentracji brwiami, dała radę go dojrzeć. W okolicy jej serca, nie... zamiast serca, czarny niczym noc ogień, w ciemności otoczenia można było go dojrzeć jedynie dzięki fioletowej, cienkiej otoczce, która go okrywała. Rośnij – nakazała w myślach, a on poruszył się nerwowo i zaczął palić wszystko na swojej drodze. Otworzyła oczy znów było wokół niej ciemniej, jej włosy unosiły się chaotycznie w powietrzu. Uśmiechnęła się do siebie, ale zaraz usłyszała trzask łamiących się ławek i dźwięk tłuczonego szkła.
-Mao-chan... przestań. – powiedział spokojnie, stał teraz obok bliźniaków.
-Jak?
-Tak samo jak je uwolniłaś, zmniejsz je, rozkaż. To twoja energia.
Malej. – pomyślała, a ciemna materia natychmiast znikła. Usłyszała westchnięcie ulgi, które zaraz zmieniło się w szczery śmiech.
-Brawo, masz reiatsu na niesamowitym poziomie. Tylko nie uwalniaj go bez powodu, jest zdolne do wielkich szkód.
-Dobrze... – przeniosła wzrok na dwójkę bliźniąt Kichirou wydawał się być zły
-Moja kolej. – powiedział – Nie będę gorszy od niej.
-Oi, braciszku. Zachowuj się. – zaskomlał ten drugi
-Jasne, jasne. Po prostu pozwól mi robić swoje.
Chłopak spiął wszystkie mięśnie, i zmarszczył brwi, na jego czole pojawiły się krople potu. W końcu, powietrze wokół niego zafalowało i zalśniło czerwienią podnosząc przy tym do góry jego włosy. Był silniejszy od brata, ale jego reiatsu było na niższym poziomie niż Mao.
-Świetnie. – pochwalił go kapitan – Chyba koniec tych nudnych rzeczy na dziś. Zajmiemy się teraz waszym ciałem. Podszedł do okna i wspiął się na dach.
-Kyoraku-sensei? – Mao wychyliła się i spojrzała w górę, mężczyzna wygodnie rozłożył się i popijał sake
-Na dół, biegać i weźcie ze sobą ciężarki leżące przy wyjściu. I nie obijajcie się, będę was obserwować.Dziewczynka obejrzała się na bliźniaków Hideyoshi uśmiechał się tylko zażenowany podczas gdy jego brat zdawał się wręcz emanować duchem walki.
-JAZDA!!! POKAŻEMY MU CO TO ZNACZY DOBRZE BIEGAĆ, BRACISZKU. – krzyczał drugi bliźniak
-Hai, hai. Idź przodem narwańcu. Mao-chan idziesz?
Przytaknęła i pobiegła za nimi. Okazało się że każdy z nich dostał równo 20 kilo dodatkowego ciężaru do bigania. Po dwie dziesięciokilogramowe opaski na nogi. Mocno zacisnęła rzepy i wyszła na zewnątrz akademii.
-Biegacie wokół, jedno okrążenie ma wam zająć dziesięć sekund. Liczcie swoje kroki, każde okrążenie ma zawierać ich coraz mniej. Będziecie tak długo biegać aż w końcu , któremuś z was uda się to osiągnąć. – nalał sobie sake i naciągnął kapelusz, tak by upalne słońce nie raziło go w oczy.
-Sensei... ta szkoła jest ogromna... jak mamy tak szybko ją obiec. To nie możliwe.
-To i tak jest nic w porównaniu z tym co ja musiałem przechodzić, kiedy uczył mnie Yama-jii. Nie narzekać, biegać. –ziewnął i położył się na plecach, musiał przecież odpocząć po tym całym nauczaniu...Mao biegła już 15 okrążenie, prowadziła grupę, czego nie mógł znieść Kichirou. Nie moja wina, że jestem szybsza – pomyślała. Fakt, że nogi już solidnie ją bolały, ale mogła biec dalej, no i udawało jej się zmniejszyć dystans o paręnaście kroków. Uznała to za swój sukces, ale nie było się czym cieszyć. Według jej wyliczeń pierwsze okrążenie przebiegła w minutę i dwadzieścia sekund, a każde kolejne zdawało się może odejmować jedynie kilka setnych sekundy. To za mało. – jęknęła w myślach. Oddech miała coraz cięższy. A gdyby użyć reiatsu, tylko przekierować je do nóg? Co wtedy? Starała się przywołać swój wewnętrzny ogień, skierować go na nogi, na stopy. Wzmocnić się. W końcu coś poczuła, ale nie wyglądało to jak jej wcześniejsze reiatsu. Białe błyskawice skakały po całych jej nogach i wokół, zaginały powietrze, okręcały je. Nie była pewna czy one same nie były po prostu dziwną formą powietrza. Jednak nagle poczuła się bardzo lekko, jakby mogła się unosić w powietrzu. Odepchnęła się mocniej nogą od ziemi i była już kilkanaście metrów dalej, znów kolejne odepchnięcie i kolejny wielki dystans pokonany. Nie biegła, ona skakała? Może bardziej leciała, ale kiedy już się zatrzymała stała przed zszokowanym nauczycielem, który aż zadarł do góry kapelusz.
-M-mao chan.. czy ty.. wiesz co zrobiłaś?
-Wypełniłam twoje zadanie? – zapytała opadając zmęczona na dachówkę, oddech miała coraz cięższy.
-To też, ale.. zdajesz sobie sprawę czego używałaś? Ta technika, znam dwie osoby, które ją opanowały,a ty właśnie używałaś czegoś co można nazwać niedoszlifowanym shunko. Między innymi kapitan Soifon potrafi jej używać.
-Kim jest ta druga osoba?
-Yoruichi.
-Yoru... kim ona jest?
-Kiedyś była mistrzem Soifon.
-A gdzie jest teraz?
-Kto wie?
-Oiiiiii! Fiołkowa głowo, różowy kapitanie. Co to było? – przerwał ich rozmowę ten-irytujący-z-braci
-Wasza przepustka do odpoczynku, chociaż nie do końca chodziło mi o tę technikę. Jutro też to powtórzymy. A teraz, przejdźmy do kolejnych zajęć, dopiero południe. Mamy masę czasu do zmierzchu.
-Więc? Co teraz? – zapytał cichszy z bliźniaków.
-Kidou. Przejdźcie na tamten wygrodzony teren, ten z tarczami. -Mężczyzna złapał dziewczynkę i użył tej samej techniki, której wcześniej doświadczyła podczas podróży z zamaskowanym oficerem drugiego oddziału. Chociaż tym razem wydawało jej się, że wszystko porusza się jeszcze szybciej. Odstawił ją obok siebie i poczekał, aż pozostała dwójka przybiegnie na miejsce, kiedy już się zjawili kontynuował wypowiedź. – Kidou jest techniką, w której shinigami skupia swoją energię do użycia zaklęć. Możecie to zrobić jeżeli wypowiecie odpowiednią formułę. Jeśli będziecie odpowiednio biegli, będziecie mogli używać zaklęć bez wypowiadania tych długich, nudnych inkantacji, ale bez nich moc czaru nie będzie tak duża. Są trzy rodzaje kidou; bakudou – zaklęcia obronne, hadou – niosące zniszczenie i kaidou – leczące. Zaczniecie od hadou 31 Shakkaho.
-Haaaaa?? Taki wysoki poziom? 31? Dlaczego?
-Bo wiem, że dacie radę. – uśmiechnął się zażenowany.
-Sensei. – dziewczyna spojrzała na niego spokojnie
-Tak, Mao-chan?
-Po prostu zapomniałeś inkantacji do wcześniejszych zaklęć, prawda?
Szczęka opadła mu na chwilę, a na czole pojawił się pot. Tak szybko się domyśliła. Sprytny dzieciak. Zaśmiał się głupio i zignorował jej uwagę.
-WAAAAH!? Ma rację?! Co z ciebie za nauczyciel?! –pieklił się blondyn
-Spokojnie braciszku.
-He, he... nieważne, nieważne. Zaczynajmy. Pozwólcie reiatsu przepływać przez wasze żyły. Wyobraźcie sobie, że pulsuje w was niczym krew, a kiedy będziecie gotowi powiedzcie: Władco wszechrzeczy! Ty, który nosisz ludzkie imię i maskę z ciała i krwi! Który przybywasz pośród trzepotu skrzydeł! Ty, który jesteś palącym chaosem wojny! Przetocz się gwałtowną falą poprzez krańce mórz i skieruj swe kroki ku południu!Czerwona kula ognia, pojawiła się przy jego wyciągniętej ręce, była może wielkości dłoni. Wycelował dłonią w jedną z tarcz.-Shakkaho. – powiedział swoim lakonicznym tonem, a ogień wystrzelił niczym pocisk w stronę i tarczy i rozniósł ją w pył, zostawiając po sobie jedynie tlące się szczątki.
-Super. – powiedział w zachwycie spokojniejszy-z-bliźniaków.
-Prawda? – wyszczerzył się brązowowłosy – Teraz wasza kolej.
Każde z nich ustawiło się naprzeciw tarczy wystawiając rękę w stronę celu. Mao przymknęła oczy, czarna energia miała wstąpić w jej żyły, płynąć spokojnie, harmonijnie. Tym razem wewnętrzny ogień miał przyjąć formę cieczy. Słyszała jak Hideyoshi wypowiada dobitnie każde słowo inkantacji, świst powietrza i w końcu, mały wybuch, a także aprobatę śmierdzącego-sake-nauczyciela. Wzięła kilka głębokich oddechów i zaczęła mówić.
- Władco wszechrzeczy! Ty, który nosisz ludzkie imię i maskę z ciała i krwi! Który przybywasz pośród trzepotu skrzydeł! Ty, który jesteś palącym chaosem wojny! Przetocz się gwałtowną falą poprzez krańce mórz i skieruj swe kroki ku południu! – głos miała spokojny, może trochę cichy, ale pewny siebie. Wiedziała, że jej się uda, jakiś cichy głos jej to podszeptywał. Cichy, męski głos... ten sam, który mówił do niej w podziemiach. Jej głos załamał się, a oczy zamgliły. Spanikowała. Nie mogła pojąć jak mogła znów usłyszeć ten głos.. – Shakkaho! – powiedziała głośniej, jednak czerwona kula zmieniła tor swojego lotu, kierując się na jednego z bliźniaków. W mgnieniu oka obok blondyna stał kapitan, poważna mina zagościła na jego twarzy. Mięśnie były napięte.
-Danku! – Przezroczysty prostokąt pojawił się przed nim i chłopcem. Zniwelował uderzenie i rozpadł się z dźwiękiem tłuczonego szkła.
– Matko... To było całkiem silne Mao-chan co Ci się stało?
-Nic takiego rozkojarzyłam się. Chcę spróbować jeszcze raz.
-Hai, hai.
Tym razem o wiele łatwiej przyszło jej wyobrażenie sobie mocy w jej ciele. Po kilku sekundach wygłaszała inkantacje, nie słyszała szeptów. Spokojnie wycelowała i strzeliła doszczętnie niszcząc tarczę. Odetchnęła z ulgą. Wcześniej musiało jej się wydawać.
-Wspaniale. Mao, jesteś niezwykle utalentowana.
-Dziękuję sensei. – wyraz jej twarzy w ogóle się nie zmienił.
-To nie fair. Ja próbuję wytworzyć tę głupią kulkę już od 20 minut i nic. – jęknął Kichirou.
-Ćwicz dalej, nie każdy musi być utalentowany w kidou. A jeśli o was chodzi, zajmiemy się bakudou dziewiątym. To trochę się różni od pozostałych, bo wymaga napisania znaku w powietrzu przed aktywowaniem. Przyglądajcie się uważnie. Obróć Się W Niwecz, Czarny Psie Rondalnini! Przeczytaj Te Słowa, Spal Je Na Popiół I Rozerwij Swą Gardziel Własnymi Szponami! – mężczyzna nakreślił szybko w powietrzu jakieś linie, celując przy tym w stojącego dalej manekina. – Geki. – biedny szmaciak pokrył się czerwoną aurą, która zdawała się go miażdżyć z każdą chwilą.
-Kyoraku-sensei, to było niesamowite... zapamiętałeś inkantację. – zauważyła Mao
-He, he.... może już zaczynajcie. – uśmiechnął się krzywo i usiadł gdzieś dalej na ziemi przyglądając sie swoim uczniom. To jasne, że jedno z nich odstaje i wcześniej zakończy edukacje. Napił się „odrobinę” sake i doszedł do wniosku, że właśnie skończył kolejną butelkę. Przeniósł wzrok na wrzeszczącego coś do niego w podekscytowaniu Kichirou, młody chłopak nawet nie zdawał sobie sprawy, że celowal w swojego piekielnie przystojnego nauczyciela czerwoną kulą ognia. Nie wypowiedział jeszcze komendy uwalniającej, a pocisk leciał w stronę zrelaksowanego, podchmielonego szatyna. Cholera, nie zdążę nawet zareagować. Nie trzeba było tyle pić – skarcił się w myślach. Znikąd pojawiła się przed nim fioletowa czupryna szarpana jeszcze przez pęd powietrza.
-Danku. – powiedziała spokojnie, a tarcza pojawiła się między nią i ogniem. Pocisk uderzył w przezroczystą przeszkodę i rozmył się jak gdyby nigdy nie istniał, pozostawiając tarczę bez szwanku. Odetchnęła z ulgą i obejrzała się na zszokowanego kapitana. Nie mógł wydusić z siebie słowa jeszcze dobre paręnaście sekund.
- OIII! Różowy kapitanie nic Ci nie jest, przecież Cię nie uderzyłem? Oiii... – blondyn pochylał się nad nim i szarpał za ramię, próbując uzyskać odpowiedź.
-Ty, ty właśnie użyłaś zaklęcia z osiemdziesiątego pierwszego poziomu, bez inkantacji.
-Ty też. – zauważyła lakonicznie.
-Ja to co innego, ty jesteś tylko uczniem i to twój pierwszy dzień. Jak?
-Czy ja wiem, widziałam raz jak to robisz. Wystarczyło, to takie instynktowne.
-Myślę, że skończymy dziś zajęcia. Mam sporo rzeczy do przemyślenia i muszę się napić. – drugie zdanie powiedział bardziej sam do siebie niż do podopiecznych. Złotooka spojrzała na niego pytającym wzrokiem, ale szybko przypomniała sobie, że po zajęciach miała spotkać się z oficerem. Bez słowa szybkim biegiem udała się przed wejście do akademii. Shinigami wzbudzał duże zainteresowanie młodzieży co zdawało się go irytować. Dziewczyna stanęła obok niego.
-Musimy iść, czekają na ciebie. – wziął ją na ręce i znów użył tej zawrotnej szybkości z ulgą oddalając się od ciekawskich uczniów.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz